Dębogórze, Dębogórze-Wybudowanie, Kazimierz, Kosakowo, Mechelinki, Mosty, Pierwoszyno, Pogórze, Suchy Dwór, Rewa

Mamo, tato – kup mi to!

Lipiec 20, 2011 : Kultura i psychologia

dsc09176 Przez cały rok czekamy na wakacje, wyobrażając sobie, że  tym razem uda się je przeżyć  w sposób wyjątkowy i nadrobimy wszystkie rodzicielskie zaległości. Takie mamy plany, ale życie pisze swój scenariusz. Dzieci zamiast podziwiać z nami piękne widoki i zabytki – cały czas  marudzą (zwłaszcza, gdy pogoda nie dopisuje), a czas zaplanowany przez nas na pogłębianie więzi rodzinnych – najchętniej spędzałyby w centrach handlowy. Poza tym, nie przebierając w środkach nacisku – na okrągło próbują nas naciągać na kolejny smakołyk lub tzw. „wakacyjną pamiątkę”.  Początkowo próbujemy przeciwstawiać się kolejnemu zakupowi, niemniej kiedy atmosfera staje się coraz gęstsza z powodu naszej odmowy, a wspólny pobyt zaczyna przypominać koszmar – zaczynamy powoli łamać się dla poprawienia atmosfery. Twarze dzieci znów się rozpogadzają, wydają się nawet szczęśliwe, a o to nam przecież chodzi. Czujemy się wtedy dobrymi rodzicami, bo zaspokajamy potrzeby dziecka. W ten sposób okazujemy mu naszą miłość i to, że jest dla ważne. Co prawda, przez chwilę przemknie nam przez głowę myśl, że nie tak miało być i „hodujemy” małego materialistę, ale zaraz przypominamy sobie nasze dzieciństwo i żal do rodziców z powodu odmowy kupienia zabawki lub markowych spodni. Dla polepszenia samopoczucia tworzymy sobie afirmację w stylu: „jesteśmy lepszymi rodzicami i nie będziemy frustrować  swoich dzieci” i racjonalizujemy, że z powodu kolejnego loda lub autka  z pewnością nie pójdziemy z torbami. Wszystko jest niby O.K. Czy jednak kolejny zakup czyni  nasze dzieci naprawdę szczęśliwymi?  Z  jednej strony „wymarzony” prezent wywołuje u naszej pociechy chwilowe zadowolenie, z drugiej jednak uczy ją, jak manipulować rodzicami i nakręca spiralę potrzeb materialnych. Jakby nie patrzeć, nasza uległość i brak konsekwencji daje dziecku władzę, która nie tylko nie jest mu potrzebna w tym wieku, ale jest wręcz niebezpieczna, bo odbiera poczucie bezpieczeństwa. Poza tym, złe nawyki nabyte w dzieciństwie nie miną wraz wiekiem – zostaną przeniesione na dorosłe życie i stosunek do innych ludzi. Wróćmy jednak do „niekontrolowanych zakupów”. Nadmiar zabawek jest równie niezdrowy, jak i ich brak. Zbyt duża ilość przedmiotów wokół dziecka powoduje, że nie potrafi ono na dłużej skupić uwagi na którymkolwiek z nich, rzuca byle gdzie i przyprawia rodziców o ból głowy z powodu braku szacunku dla – jeszcze wczoraj- „wymarzonej” zabawki. Łatwość w zaspokajaniu zachcianek uczy dziecko brać, ale nie dawać. Między rodzicami a dzieckiem wytwarza się szczególna relacja, w ramach której miłość i troska mierzona jest ilością zakupów. Stąd już blisko do postawy: być (wartościowym) czyli mieć. Nie tędy droga. Najszczęśliwsze dzieci, to nie te, które dostają niezliczoną ilość zabawek, którymi z racji wieku szybko się nudzą, ale te, którym rodzice poświęcają dużo uwagi i po prostu bawią się z nimi. Rodzice nie powinni mieć wyrzutów sumienia, że nie ulegają dziecku i nie brać do serca wypowiedzi typu: „Jesteś niedobrym tatą/mamą, nie lubię cię”. To element dziecięcej gry.  Rodzic mówiąc maluchowi stanowcze „nie” robi to, co najlepsze – przygotowuje go do życia, w którym nie zawsze mamy to, co chcemy. I nie przejmujmy się, że nasza odmowa krzywdzi dziecko. Jak powiedział  kiedyś 6-letni chłopiec: „Dzieci są od tego, żeby naciągać, zaś dorośli od tego, żeby się nie dać”. Święta prawda! Jasne zasady gry, których my dorośli z różnych powodów nie chcemy sobie uświadamiać.

 Żeby jednak przetrwać w zdrowiu psychicznym te trudne chwile naciągania i manipulowania naszymi emocjami, warto zastosować kilka podstawowych zasad:

  1. Podziel zabawki na kilka części (np. trzy) i co jakiś czas wymieniaj zestaw, tak aby wciąż były „nowe”.
  2. Pokaż dziecku, jak niestandardowo można się bawić tym, co jest, bez potrzeby kupowania nowych rzeczy.
  3. Nie ulegaj każdemu życzeniu dziecka – nauczy się, że szantażem lub krzykiem może uzyskać to, co chce. Jeżeli dasz radę – zignoruj manipulację.
  4. W domu rozmawiaj z dzieckiem o złym i dobrym zachowaniu, rzeczowo uzasadnij swoją odmowę. Pochwal, gdy następnym razem powstrzyma się od wymuszania.
  5. Zamień natarczywe reklamy na wspólne marzenia. Pobawcie się w zabawę: „Co bym kupił, gdybym miał dużo pieniędzy?” – każdy ma prawo czegoś chcieć, zarówno dziecko, jak i rodzic.
  6. Przed każdą wspólną wizytą w sklepie jasno określ, co będzie kupowane i trzymaj się tego.
  7. Stojąc w kolejce do kasy staraj się poprzez rozmowę odwrócić uwagę dziecka od słodyczy znajdujących się obok. One są tam specjalnie, aby złamać tych rodziców, którzy wcześniej się nie dali.
  8. Już pięciolatki mogą uczyć się oszczędzać pieniążki – kup dziecku skarbonkę, naucz wartości pieniędzy, odraczania przyjemności w czasie i kontroli potrzeb. Dzieci w wieku szkolnym mogą mieć kieszonkowe. Dzięki temu młody człowiek będzie sam rozporządzał swoimi pieniędzmi i nauczy się je szanować.

 

Nie jest to wszystko łatwe, niemniej – przy odrobinie konsekwencji w stawianiu granic – możliwe do zrealizowania.

A tak już na zakończenie, czy wiedzą Państwo czym różnią się mali chłopcy od bardzo dużych chłopców? Oczywiście ceną zabawek!

Dodaj do:

Waszym Zdaniem

  1. ravq napisał(a):

    Krótko i bardzo fajnie ujęto tu istotne sprawy. Artykuł na 5 jak każdy na portalu.

Waszym Zdaniem

Wpisz wynik działania: Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.