Dębogórze, Dębogórze-Wybudowanie, Kazimierz, Kosakowo, Mechelinki, Mosty, Pierwoszyno, Pogórze, Suchy Dwór, Rewa

2020 – powrót z emigracji

Luty 6, 2011 : Ewka i Ania, Na wesoło

dsc08420b Samolot zniżał się powoli w kierunku lotniska. Zniecierpliwieni pasażerowie wyglądali na zewnątrz, a wokół nic, tylko biała zawiesina. Jurek, który po dziesięciu latach emigracji wracał na ziemię kosakowską, mocno ściskał ramię Wojtka, swojego wiernego towarzysza życia.

– Jest! Widzę cypel! – Nagle Wojtek, siedzący bliżej okna, odezwał się mocno podekscytowany.

– Ale Hel, czy Szperk? – zapytał z równą ekscytacją Jurek.

– Jesteśmy bardzo nisko. To Szperk. – odpowiedział Wojtek.

Obaj z ogromnym zainteresowaniem przyglądali się czemuś u nasady cypla, co wyglądało jak buddyjska świątynia otoczona modlitewnymi chorągiewkami.

– Jak wyjeżdżałem stąd, to tam miał być amfiteatr pokryty brezentowym dachem – skomentował ten widok Jurek.

– Tak, i myślę, że to właśnie on. Ale chyba nie miał kto zdejmować tego dachu na zimę i tyle z niego zostało – dodał Wojtek.

Samolot lekko osiadł na ziemi i kołował w kierunku terminala.

– Co to jest?! Lotnisko Gdynia Oksywie?! – Jurek wybałuszył oczy na widok napisu na frontonie terminala. port1

– Dziwisz się? Dziesięć lat temu mówiło się o Lotnisku Gdynia – Kosakowo, ale przecież już wtedy było wiadomo, że w papierach jest Gdynia Oksywie. Nawet pamiętam, że pisali o tym w Awiatorze. Nie dziw się. Ktoś mądry stwierdził, że nie ma sensu utrzymywać fikcji, bo liczy się tylko to co jest w papierach – skomentował Wojtek, skrywając swoją satysfakcję. Nigdy nie mógł pogodzić się z tym, że jego Gdynia w nazwie lotniska ma mieć wiochę, która jemu kojarzy się tylko z mlekiem.

                Tłum pasażerów tłoczył się do wyjścia samolotu. Gdy Jurek i Wojtek schodzili wreszcie po schodkach na płytę lotniska, do ich uszu dobiegło rytmiczne dudnienie i modne piski nowoczesnych instrumentów muzycznych.

– Heineken Opener Festival dwa tysiące dwadzieścia.  – z satysfakcją i nieskrywaną dumą powiedział Jurek.

– A co ty tak ściskałeś moją rękę przed lądowaniem? – zapytał Wojtek, zbywając Jurka – Bałeś się?

Jurek posłał Wojtkowi żałosne spojrzenie i z lekko opuszczoną głową powiedział:

– Wyobraziłem sobie, że nadlatujemy do lotniska od strony morza we mgle. Pamiętasz dziesięć lat temu katastrofę pod Smoleńskiem? Tam też w pewnym momencie mieli do lotniska pod górkę.

– No tak. Na szczęście nie myślałem o tym, bo pewnie też by mną wzdrygnęło – ze zrozumieniem odpowiedział Wojtek.

– Takich pudełek nie widziałem na żadnym lotnisku. – Stwierdził Wojtek przyglądając się pierwszy raz z bliska budynkowi terminala.-  Gdy opuszczałem Gdynię, dopiero co rozstrzygnięto konkurs na jego projekt.  Na obrazkach prezentował się dosyć efektownie. – Po krótkiej chwili zastanowienia dodał:

– Gdy wyjeżdżaliśmy dziesięć lat temu, wójt waszej gminy miał wiele wspaniałych wizji, które za niezłą kasę kazał poprzelewać na papier. Mam nadzieję, że nie wszystkie wyglądają jak ten terminal i amfiteatr.

– O! Jadą nasze bagaże. – Powiedział Jurek, nie komentując tej wypowiedzi. Przed samym wyjazdem zdążył oddać swój głos w wyborach samorządowych na tego wójta i był pełen obaw, czy aby nie zmarnował swojego głosu. Wolał więc na razie nie podejmować tematu.

Wszyscy pasażerowie zatrzymali się przy wózkach z bagażem, które oczekiwały tuż przy budynku terminala.  Zaczęły padać głośno nazwiska pasażerów, odczytywane przez pracownika lotniska z etykiet przyklejonych do bagaży.

– Lisicki! – Wojtek podniósł rękę i jego waliza zatoczyła w powietrzu łuk, zatrzymując się dokładnie u jego stóp.

– Łasicki! – Jurek aż odskoczył. Gdy podnosił rękę, nie spodziewał się, że waliza doleci z takim impetem. – Idziemy na dworzec – powiedział ze złością stawiając jednocześnie walizę na kółkach. – Chyba zabrakło im pieniędzy na dokończenie hali odbioru bagaży. Czegoś takiego nie widziałem nigdzie na świece – powiedział z goryczą w głosie i dodał:

– Widziałem niedaleko peron. To chyba Kolej Metropolitalna, która jedzie do Gdyni. Wysiądziemy na Leśnym, bo tam mieli zrobić węzeł przesiadkowy. Zobaczymy jak to działa.

Kupili bilety po 5 euro w automacie.

– Jednak coś się zmieniło na lepsze – odezwał się Wojtek – nie musimy szukać kantorów. Ciekawe, czy ludzie zdążyli się już przyzwyczaić do Euro?

– Z biletami też jest lepiej. Jeden bilet, a możemy przesiadać się ile chcemy – powiedział Jurek.

Przejechali pociągiem jeden przystanek i przesiedli się do autobusu. Ledwo autobus ruszył, gdy wpatrzonego w okno Jurka, wyrwał z zamyślenia głos:

– Bileciki do kontroli.

 Próbując chłonąć widoki za oknem , nie odwrócił głowy, tylko wyciągnął rękę z biletem w kierunku kontrolera.

– A bilet za bagaż? – To zmroziło Jurka i Wojtka. Nawet o tym nie pomyśleli.  Uruchomili swoje telefony komórkowe i przesłali na konto kontrolera po pięćdziesiąt euro za mandat.

Autobus powoli wspiął się serpentynami i zatrzymał na przystanku tuż przed rondem na skrzyżowaniu ulicy Szkolnej i  Pułkownika Dąbka.

– Jak wyjeżdżaliśmy, to tego ronda jeszcze nie było – powiedział Jurek z odrobiną zadowolenia w głosie –  tylko ten dom socjalny stał. Trochę podupadł, ale za sklepem dalej siedzą i piją.

Autobus wjechał na ulicę Wiejską.  

– Co to za stodoła? – rzucił pytanie Wojtek – Czy to Centrum Przedsiębiorczości, Kaszubskie Centrum Oświatowo Sportowe, czy Gimnazjum Kaszubskie? Widziałeś to Jurek?

gimnazjum1 – To mi trochę przypomina jakąś wizualizację, którą widziałem przed wyjazdem. Pamiętam, że w 2008 wójt zapłacił jakieś 25 tysiaków, potem 53 tysiaki , w 2009 jeszcze 65 kolejnych tysiaków, w październiku 2009 znowu 152 tysiące, a za ten grunt to chyba z 8 milionów i gdzieś tam opublikowali wizualizacje.  W tamtych czasach wójt co chwilę płacił za koncepcje i wizualizacje. A to chyba miało być takie gminne centrum „Pompidu”. Ciekawe, ile kosztowało postawienie tej prowizorki? Dziesięć lat temu mówiło się o osiemdziesięciu milionach za Centrum Kaszubskie. Spójrz, tam chyba jest jakaś firma Marcoś? Taki szyld wisi na tym budynku.

–  Podobno gminy nie było stać na utrzymanie tego obiektu, więc odsprzedała grunty i budynek. – dodał Wojtek.

– Zresztą, niż demograficzny sprawił, że pomysł stracił rację bytu i gmina wycofała się z inwestycji. – usprawiedliwiał Jurek.

– Na koncepcję Centrum Przedsiębiorczości w 2009 roku wydali ponad 152 tysiące. – dodał Wojtek – ciekawe, gdzie ono jest?

– Wysiadamy – powiedział Jurek – zaraz będą Mosty.

Po wyjściu z autobusu udali się w stronę Mechelinek. Po drodze  zerknęli na aleję lipową.

– Zobacz jak zarosła – zauważył Wojtek – chyba nikt o nią nie dbał, ale widać, że musiała mieć kiedyś okres świetności. Świadczą o aleja2 tym wystające spod piasku bloczki betonowe i resztki ławeczek wystające z krzaków.

Gdy wchodzili do domu Jurka, szyby w oknach zadrżały. Startował samolot, którym niedawno przylecieli.

– Mam nadzieje, że na dziś koniec z lotami. – Rzucił Wojtek. Jednak rzeczywistość była inna.  Startujące samoloty nie pozwoliły im zmrużyć oka. Dlatego po krótkim odpoczynku wsiedli na rowery i ruszyli na plażę do Mechelinek.

– Ciekawe, czy ten domek letniskowy należy jeszcze do gminy? Pamiętam, że ładowali w niego kasę. W 2009 było to jakieś 60 tysiączków. Ale teraz, po tylu latach trzeba chyba dziesięć razy tyle, żeby odzyskał swój blask.  – Wojtek nie skomentował tego. Jechali dosyć szybko, więc nie bardzo wiedział o który domek chodzi, tym bardziej, że zdziwił go brak kutrów na plaży:

– Jurek, czy tu miała być przystań? Ciekawe, czy unia ich wykończyła, czy ekolodzy? Ani jednego kutra na plaży!

Zatrzymali się na chwilę między starymi drzewami, które jeszcze przed ich emigracją były pomnikami przyrody.

– Rozebrali scenę. Zresztą była drewniana, a w Rewie wybudowali nową. Jedźmy ją zobaczyć z bliska. – Rzucił Wojtek wsiadając ponownie na rower. Po kilkunastu minutach, alejką wzdłuż plaży, omijając krzaczki mikołajka nadmorskiego, dojechali do Rewy.

– Miałeś rację – powiedział Jurek, gdy zatrzymali się przy amfiteatrze – to nie są chorągiewki modlitewne. Te chwasty między ławeczkami są wkurzające. Czy gminy nie stać na pielęgnowanie tego co wybudowała? – zastanawiał się głośno.

– Chyba dla nowych władz gminy ten amfiteatr nie jest oczkiem w głowie – delikatnie ustosunkował się do tego Wojtek.

– A gdzie jest przystań rybacka i stanica OSP? Przed naszym wyjazdem, jeszcze w 2008 wydano na koncepcję stanicy ponad 23 tysiące – dodał po chwili.

– Ciekawe, dlaczego wójt przed naszym wyjazdem lekką ręką płacił za tak dużą ilość różnych koncepcji i wizualizacji? Przecież za samą koncepcję budynku przy „Orliku” zapłacił lekką ręką w 2009 prawie 55 tysięcy. Nie wspomnę o koncepcjach i wizualizacjach dróg, placów i otoczeń budynków.  Co o tym sądzisz? – zastanawiał się Jurek.

– Nie wiem – powiedział Wojtek. – Ale wracając do roboty, to będziemy musieli chyba lecieć do Helsinek, bo z takich małych lotnisk jak Gdynia – Oksywie i Rębiechowo nie ma przyzwoitych połączeń ze światem.

– Zobacz, tu nawet porządnej plaży nie ma. Chyba nie odpoczniemy tutaj.  Ekolodzy zamknęli całe akweny na zatoce.

– Czy nie można było robić mniej wizualizacji i koncepcji i kolejno je realizować? – nie dawał za wygraną Wojtek. – Przecież gdyby zebrać tą całą kasę za wizualizacje i koncepcje, to chyba można by zrobić do końca coś takiego, co znowu daje kasę! Czy ty byś tak nie zrobił?

– Nie jestem mocny w takich sprawach – odpowiedział Jurek. – A gdybym umiał przewidywać, to bym nie stracił tych pięciu dych na mandat – dodał bardzo krytycznie.

Dodaj do:

Waszym Zdaniem

  1. Ala napisał(a):

    To jest super! Te wszystkie kwoty na wizualisacje były podawane w Biuetynie Wójta i Rady Gminy Kosakowo! Też jestem ciekawa, czy nie są to zmarnowane pienidze.

  2. jacek napisał(a):

    …te wszystkie kwoty na wizualizacje, nie zaś faktyczne projkety budowlane – to nic innego jak megalomania obecnych władz.
    jak najbrdzie jest to kasa wywalona w tzw. błoto.
    [doby przykładem może być park pierwoszyno – cały zdewastowany przez wodę bo „nikt” nie pomyślał co się będzie działo z wodą płynacą z terenu lotniska!!!]

  3. zuza napisał(a):

    Małe pytanie- czy to wszystko co złe, zapadało jedynie dzięki osobie wójta?Co w owym czasie robili radni-czyżby pozostawali bezradni?Wypadałoby się więc zastanowić czy warto właśnie na nich wydawać kolejne pieniądze z kieszeni nas wwzsystkich.

  4. admin napisał(a):

    Zdecydowanie tak! Wszystko dzięki osobie wójta i grupie radnych z jego komitetu wyborczego, którzy poprzez swoją naiwną dobrotliwość i uczciwość, starali się w poprzedniej i obecnej kadencji być lojalni, zatracając zdrowy rozsadek i zdolność różnicowania między dobrem, a złem. Tak było i tak jest znowu. Radni z grupy popierającej wójta głosowali zawsze tak, jak chciał wójt. Unikali trudnych pytań i bali się przeciwstawiać wójtowi. Opozycja była i jest w mniejszości, a ci, którzy sprzeciwiali się wójtowi, byli traktowani przez niego jak wrogowie. Tak zostali potraktowani radni, którzy przejrzeli na oczy opuszczając „wójtowe” szeregi, tak są traktowani sołtysi, którzy nie zgadzają się z wójtem i tak były i są traktowane sołectwa, w których nie uzyskał większości głosów w wyborach samorządowych. Wystarczy zapoznać się z planowanymi inwestycjami – na przkład harmonogramem budowy dróg – aby to zauważyć.

  5. Mariuan napisał(a):

    Cały ten artykuł i ten o roku 2010 brzmi jak jeden wielki wylew uszczypliwości i lamentów. Panowie, przegraliście wybory bo nie byliście w stanie zaproponować nic więcej prócz kłótni i fałszywych oskarżeń. Nie trzeba było robić w gminie harmidru. I pijcie teraz piwo naważone

Waszym Zdaniem

Wpisz wynik działania: Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.